Grand Canyon


Pocztówka firmy Smith-Southwestern

Tama Hoover'a zrobiła na nas ogromne wrażenie. Ale było ona naprawdę nieporównywalne z tym znad Wielkiego Kanionu. Musieliśmy opłacić wjazd, ale w zamian otrzymaliśmy mapę z zaznaczonymi punktami widokowymi i wszystkimi niezbędnymi informacjami na temat Parku.

Znaleźliśmy miejsce, gdzie według opisu od miejsca w którym staliśmy, do lustra rzeki było ok. 1600 m!!! Nie mogłem nie skorzystać z okazji. Zaraz usiadłem na zboczu i stanowczo domagałem się fotki.

Nawet Stan przełamał swój lęk wysokości i z uśmiechem na ustach pozował na krawędzi urwiska. Zabrany ze sobą kapelusz w końcu na coś się przydał. Zapewniał chociaż minimalną ochronę przed dającym się we znaki słońcem.

Ograniczeni brakiem czasu i świadomością powrotu do San Diego nie zabawiliśmy w Parku zbyt długo.
Szkoda było już rozstawać się z Kanionem, ale cóż robić.... miejmy nadzieję, że jeszcze kiedyś wrócimy. A wtedy to już na pewno zejdę w dół !!! ;)