Tijuana

Jak dla mnie najbardziej egzotyczne miejsce. Tijuana - miasto leżące na granicy Meksyku i Stanów Zjednoczonych. Ciekawym rozwiązaniem jest kwestia granicy pomiędzy państwami. Jeśli wchodzimy na teren Meksyku, to nie stoimy w kolejkach, nie podbijamy wiz w paszportach - po prostu wchodzimy do miasta wprost z  przystanku kolejki. W drugą stronę nie jest już tak łatwo - tu trzeba odstać swoje w gigantycznej kolejce.

Jesteśmy na miejscu. Ogromna flaga powiewa nad targowiskiem, które tak naprawdę jest tylko rzędem rozpadających się baraków. Tłumy kupujących, krzyki sprzedawców, gwizdki taksówkarzy. Wszyscy zachwalający swoje towary. Innego znaczenia nabierają określenia "Inny Świat" i "Prawdziwy Meksyk". To trzeba przeżyć.

Swoją wędrówkę ograniczyłem tylko do głównej ulicy w Tijuanie. Atmosfera nie zachęcała do dalszych podróży i zwiedzania zakamarków miasta, choć miejscowi taksówkarze nalegali na "wycieczkę" oferując przeróżne dodatkowe atrakcje.

Prawdziwą atrakcją były liczne restauracje, w których można było napić się porządnego piwa i poznać miejscowe zwyczaje. Szczególnie podobało mi się "Picie Tequili". Nie wiadomo skąd zjawiał się człowiek z gwizdkiem, podchodził do stolika i łapał klienta za głowę wlewając do gardła kieliszek mocnego trunku. W każdym barze obowiązkowa meksykańska kapela, która zatrzymywała się przy parach i grała dotąd, aż znużeni grą turyści nie wykupili sobie wolności (i uwolnili się od hałasu). Zupełnie niezrozumiałym zjawiskiem były osły pomalowane jak zebry. Cóż - nie mnie się nad tym zastanawiać. Wycieczkę zaliczam do udanych. Polecam każdemu - jednak nie radzę brać ze sobą większej gotówki, a na pewno nie w dużych nominałach ;)