New York City

Kolejny wolny weekend - kolejna wyprawa. Ekipa sprawdzona. Nikogo nie trzeba długo namawiać. Przeraża tylko odległość. Wyliczyliśmy, że przyjdzie nam spędzić w samochodzie od 12 do nawet 20 (!!!) godzin. Trudno. W końcu okazja może się już nigdy nie powtórzyć.

Zapada decyzja. Jedziemy. Po drodze kilka przystanków na łyk ciepłej kawy i jakoś poszło.
Ogromny szacun dla Lecha - 14 godzin za kółkiem !!!
Po pysznym śniadanku przyszła pora na zwiedzanie Nowego Jorku. Nie wiem, czy kiedykolwiek inne miasto zdoła tak mnie przytłoczyć swoją wielkością!

Z powodu braku miejsca nawet parkingi mają piętrowe. Pozostawiliśmy samochód na jednym z nich i mocno poganiani brakiem czasu ruszyliśmy na miejskie safari.


Pocztówka firmy Alfred Mainzer Inc.

Podobnie jak miliony emigrantów, tak i my pierwszy kontakt z Nowym Jorkiem rozpoczęliśmy od obejrzenia Statuy Wolności. Niestety, z powodu zbliżającej się rocznicy ataku na WTC ta atrakcja była dla nas niedostępna. Pozostało tylko liczyć na zoom aparatów. Jednak to obowiązek pstryknąć sobie fotkę ze słynnym pomnikiem w tle. 

Zapewne nie udałoby się nam odwiedzić wszystkich znanych miejsc, gdyby nie bezcenna pomoc Radka, który zapakował nas do swojego busa i obwoził po całym mieście dokonując niemożliwych wręcz manewrów podczas wyprzedzania i szukania miejsc parkingowych. Jesteśmy na sławnym Manhattanie. Przeogromne budynki powodują, że człowiek naprawdę czuje się malutki.

W rok po najkrwawszym ataku terrorystycznym miasto ciągle wspomina ofiary. Nas także na moment opuszcza dobry humor. Oddaliśmy hołd poległym. Nie ma chyba człowieka, który może obojętnie przejść obok postawionego na gruzach krzyża.

Po chwili zadumy ruszyliśmy dalej. Nie mamy za wiele czasu. Jeden dzień, a atrakcji nie brakuje. Kolejny przystanek - słynna hala Madison Square Garden. Pamiątkowa fotka i można ruszać dalej.

Skoro nie ma WTC - pozostało nam wejście na taras widokowy Empire State Building. Widok z 86. piętra po prostu zapiera dech w piersiach. Ogromne budynki Manhattanu z tej wysokości wydają się parterowymi domkami stojącymi nieopodal wieżowca. Cóż, King Kong mimo swoich rozmiarów musiał się nieźle namęczyć wspinaczką na kopułę.

Wycieczka na Empire State zajęła nam dużo czasu, jednak nikt nie żałował. Widok z góry wynagrodził wszystko. Szkoda tylko, że pogoda nie dopisała i zasnute mgłą niebo nie pozwoliło w pełni cieszyć się krajobrazem jednego z największych miast świata. Postanowiliśmy wrócić pieszo i nasycić oczy widokiem metropolii.


Pocztówka firmy Alfred Mainzer Inc.