Portsmouth

Cel podróży - Portsmouth. Z daleka widoczny budynek Spinnaker Tower, który jest jedną z wizytówek miasta.

Od razu widać, że wchodzimy do brytyjskiego portu.
Pogoda - oczywiście angielska. Zaczyna padać. Ale czym jest deszcz dla ciekawskiego fotografa? ;)


Tylu żaglówek w jednym miejscu jeszcze nie widziałem. Ale i okazja ku temu niecodzienna.

Wchodzimy do Portsmouth by  wziąć udział w obchodach 200 rocznicy bitwy pod Trafalgarem.

Uroczystość obchodzona z wielką pompą. Na kotwicy stało ponad  160 okrętów brytyjskiej Royal Navy i zaproszonych marynarek z 35 państw.

Przeglądu zgromadzonych jednostek dokonała sama brytyjska monarchini - Królowa Elżbieta II na pokładzie HMS Endurance.

Na szczęście zostało trochę czasu na zwiedzanie. Zabraliśmy prowiant przywieziony ze sobą z kraju - i ruszyliśmy na poszukiwanie przygód.

Portsmouth jest niewielkim, portowym miastem. Włodarze dobrze wiedzieli jak przyciągnąć turystów. Stare doki i portowe magazyny przerobili na dzielnicę handlowo-rozrywkową.

Akcja pod którą się podpisuję. "Sprzątnij po psie". Władze miasta (ale chyba całej Anglii) nakładają wysokie kary na właścicieli psów, którzy nie sprzątają po swoich pupilach. Dzięki temu można bezpiecznie chodzić po trawnikach bez obawy, że się w coś wdepnie. I u nas przydałaby się taka zorganizowana akcja :)

Zwiedziliśmy także okręt wielkiego brytyjskiego admirała Horatio Nelsona. Na tym okręcie walczył i zginął w bitwie pod Trafalgarem.

Obecnie odrestaurowany okręt stoi w suchym doku w Portsmouth i udostępniony jest zwiedzającym.

Podziwiać można bogate wzornictwo i kunszt budowniczych okrętu.

Wnętrze okrętu uzmysłowiło nam w jak trudnych warunkach musieli żyć marynarze. Brak miejsca, światła, racjonowana woda i prowiant. Istne piekło na ziemi, gdzie spleśniały ser i szczury to codzienność. Naprawdę robi wrażenie.