Plymouth

Plymouth przywitało nas typowo angielską pogodą. Odniosłem wrażenie, że miasto dosłownie wyrosło z mgły.

Niemal wszystkie nasze wycieczki kończyły się zazwyczaj w jednym miejscu - na placu nieopodal latarni morskiej Smeaton's Tower.

Przy latarni umiejscowiono doskonały punkt widokowy na wejście do portu, zatokę i dzielnicę nadmorskich hoteli.

Wilgotny klimat Anglii pozwala na hodowlę niespotykanych w Polsce roślin, które pielęgnowane przez całe rzesze ogrodników tworzą bardzo efektowne ogrody.

W portowej dzielnicy znajduje się bardzo dużo hoteli i domków, w których wynająć można pokój "z widokiem na morze". Ceny jednak nie należą do zachęcających. Przynajmniej dla mnie.

Po drugiej stronie latarni umiejscowiono muzeum Plymouth Dome, gdzie zwiedzający mogą poznać historię miasta i wyczyny słynnych żeglarzy.
Poniżej znajduje się basen, atrakcją którego jest okazała fontanna zmieniająca kolory. Można także skorzystać z kąpieli w morzu lub skoczyć ze skały wprost do jednego z basenów. Ja wolałem nie ryzykować i tylko fotografowałem wyczyny miejscowych kaskaderów.

Liczne morskie "ozdoby" budynków podkreślają wyspiarski charakter państwa i przypominają zwiedzającym, że Anglia ciągle jest morską potęgą.