Londyn

Na zwiedzenie angielskiej stolicy mieliśmy tylko jeden dzień. Czasu więc niewiele, a atrakcji mnóstwo.

Postanowiliśmy nie tracić okazji. Wcześnie rano pobudka, dwie godziny w autobusie i oto jesteśmy na miejscu. Groźny smok z angielskimi barwami informuje nas, że właśnie wchodzimy na teren dzielnicy City of London.

Charakterystyczne, czerwone, piętrowe autobusy od razu zwróciły naszą uwagę.

No tak... Anglia. Samochody zawsze pojawiały się nagle i zawsze nie z tej strony, z której można by się ich spodziewać.

Skoro Królowa Elżbieta odwiedziła nas - my postanowiliśmy złożyć rewizytę. Widocznie podobne plany miały także setki turystów, którzy oblegali pałac ze wszystkich stron. Trudno. Może odwiedzimy Królową następnym razem, gdy nie będzie tylu chętnych :)

Na szczęście na posterunku stał jeden z niewzruszonych strażników, więc Lechu doczekał się swojego upragnionego "zdjęcia z bobrem".

Nieopodal Pałacu Buckingham znaleźliśmy aleję ku czci zmarłej tragicznie Księżnej Diany.

Nie pozostało nam nic innego, jak tylko obejść park, posilić się nieco na trawniku przed pałacem i ruszyć dalej by zobaczyć jak najwięcej. 

Kolejnym przystankiem był Trafalgar Square. Odwiedziliśmy plac, na którym stoi ogromna kolumna z pomnikiem Admirała Nelsona. W Portsmouth w czasie naszej wycieczki do Londynu trwają przygotowania do  obchodów dwusetnej rocznicy bitwy pod Trafalgarem. Jesteśmy już po wizycie na H.M.S. "Victory", okręcie, na którym zginął Nelson. Szkoda tylko, że pogoda nie dopisała i zdjęcia nie wyszły rewelacyjnie. Trudno - może następnym razem. 

Dochodzi dwunasta. Szybkim krokiem zmierzamy w stronę Katedry Westminster. Chcemy usłyszeć bicie Big Bena w samo południe. Jak wszędzie pełno turystów, gwar i ogromny ruch.

Czas ucieka a nam nadal zostało wiele do obejrzenia. Ruszamy wzdłuż Tamizy. Kolejnym przystankiem będzie Tower Bridge - jeden z najbardziej rozpoznawanych symboli Londynu. Po drodze mijamy London Eye. Kusiło nas, by wejść i obejrzeć Londyn z góry. Jednak 45 minut jednego, pełnego obrotu to zdecydowanie za długo. Idziemy dalej.  Mijamy Katedrę Św. Pawła, replikę galeonu Francisa Drake'a "Złota Łania", teatr Shakespear'a i wiele innych ciekawych miejsc. Starczyło by ich na odrębną wycieczkę, o czym jeszcze pomyślimy. Można ją nazwać "Wzdłuż Tamizy".  

Doszliśmy do Tower Bridge. Zmęczeni ale zadowoleni skusiliśmy się na dobre, polskie piwko. Mieliśmy szczęście. W czasie naszego krótkiego "pikniku" w dół Tamizy płynął jacht i w ten sposób byliśmy świadkami otwarcia mostu.
Złapaliśmy oddech i ochotę na dalszą wędrówkę. Zostawiamy Tower i udajemy się w głąb miasta.

Po drodze trafiamy do malowniczej, ekskluzywnej dzielnicy portowej nad Tamizą. Ceny nie zachęcają do kupna choćby najdrobniejszej pamiątki.

Kolejny przystanek - Hyde Park. Trwają przygotowania do koncertu "Live 8". Jednak my nie myślimy o muzyce. Niestety pora wracać.

Odnajdujemy jeden z najsławniejszych i najekskluzywniejszych domów towarowych w Londynie. Słynny Harrods. Wnętrze sklepu robi piorunujące wrażenie. Moim ulubionym miejscem był Egipt.

Wszędzie można spotkać popularne pluszowe misie Harrodsa. Nie uległem jego magii. Jak dla mnie wystarczyło samo zdjęcie.

Pora wracać. Wymęczeni udajemy się na dworzec i wracamy do Portsmouth. Jeden dzień w Londynie to zdecydowanie za mało. Postanowiłem, że wrócę tam przy najbliższej okazji.