Hollywood

Po wizycie na plaży w Santa Monica przyszedł czas na zwiedzanie najpopularniejszego chodnika świata. Zasięgnąwszy informacji od miejscowych pomaszerowaliśmy w górę bulwaru. Po drodze mijaliśmy ludzi sprzedających mapy z zaznaczonymi domami, w których mieszkały gwiazdy kina i estrady. Cena map nie była promocyjna a posiadłości strzeżone jak Fort Knox, dlatego zrezygnowaliśmy z zakupu i postanowiliśmy zwiedzać na chybił-trafił.

I tym razem podróżniczy instynkt nas nie zawiódł. Dotarliśmy właśnie tam, gdzie zamierzaliśmy. Przy zbiegu Sunset i Hollywood Blvd. spojrzałem głęboko w oczy kamiennemu Chaplinowi i z czystym sumieniem pomaszerowałem dalej.

Początek Alei Sławy. Rozsławiony w świecie chodnik rozczarował mnie dogłębnie. Spodziewałem się ujrzeć zadbane, darzone choć odrobiną szacunku miejsce, gdzie umieszczają słynne gwiazdy, o które tak przecież zabiegają najsławniejsi. Miejsce z odciśniętymi dłońmi to tylko niewielki placyk przed jednym z teatrów. Cała Aleja była brudna, gwiazdy oblepione gumą do żucia i resztami niezidentyfikowanego pożywienia (chyba to było pożywienie). Część pomalowana farbą w sprayu. Wzdłuż Alei Sławy umieszczone są sklepiki wyładowane mnóstwem najtańszych, tandetnych pamiątek.

Znaczna część nazwisk wypisanych złotymi literami kompletnie nic mi nie mówiła. Podobnie jak ogromnej większości turystów, którzy po prostu omijali je bez najmniejszych emocji. Żeby odszukać gwiazdę należącą do jednej z obecnych sław nie trzeba było specjalnie się trudzić. Co pewien odcinek chodnika stała stłoczona grupka amatorów pamiątkowych zdjęć. Należało uzbroić się w cierpliwość, odczekać swoje i można sfotografować się z gwiazdą ulubionego aktora bądź piosenkarza.

Stasiu szukał Arnolda - zmuszeni byliśmy przejść całą Aleję w obie strony. Ale udało się. Ma swoje wymarzone zdjęcie ( a nawet kilka ).

W gąszczu najróżniejszych sklepików dostrzegliśmy coś, co przykuło naszą uwagę. Muzeum figur woskowych. W samym centrum Hollywood !!!.

Nie muszę chyba mówić co spodziewaliśmy się ujrzeć w środku. 

Przy wejściu do odwiedzenia muzeum zachęcała sama Lara Croft. Dla mnie to wystarczyło. Zdecydowałem się poświęcić 11 $. W końcu raz się żyje.

Oj, Lara ..... były to najgorzej wydane pieniądze podczas tej wycieczki.

Figury, które miały być wykonane z wosku tak naprawdę zrobione były z drewna. Wiele figur w ogóle nie przypominało swoich wzorów. W niektórych przypadkach gdyby nie tabliczka informująca kogo przedstawia prezentowany manekin, nawet najdoskonalszy znawca by się nie domyślił. W sekcji związanej z horrorem za nic w świecie nie mogliśmy odgadnąć "co autor miał na myśli".

Rozczarowani opuściliśmy muzeum. Trochę czułem się oszukany. Nie pozostaje nic innego, jak tylko przypomnieć sobie, że przecież "życie jest jak pudełko czekoladek".

Żegnani przez figury słynnych aktorów postanowiliśmy odnaleźć samochód i powoli wybrać się w drogę powrotną.

Tak zakończyła się moja przygoda z Hollywood. Jak się później okazało, miałem możliwość oglądania tego napisu ponownie.
         
 
BackWycieczkiDalej