Los Angeles


Pocztówka firmy Columbia Publishing

Zaledwie dwie i pół godziny drogi dzieliło nas od stolicy światowego kina - Los Angeles. Z niecierpliwością czekaliśmy na wolną sobotę, jak zwykle zarezerwowaliśmy sobie auto w wypożyczalni ... i ... jesteśmy na miejscu.

Miasto ogromne. Na ulicach brak drogowskazów do jakich jesteśmy przyzwyczajeni. Możemy polegać wyłącznie na mapie i zdolnościach pilotowania Leszka :) Dotarliśmy jednak cali i zdrowi. Jeszcze tylko znaleźć miejsce do parkowania (co wcale nie jest proste) i można zwiedzać.

Po krótkim spacerze byliśmy świadkami przejazdu przez miasto grupy motocyklistów robiących dużo hałasu i przykuwających uwagę sporej grupy turystów.

Tłum gapiów momentalnie zgromadził się blisko jezdni a motocykliści dali pokaz swoich umiejętności i mocy dosiadanych przez siebie maszyn.


Pocztówka firmy Columbia Publishing

Idąc wzdłuż Bulwaru Zachodzącego Słońca :) dotarliśmy do plaży w Santa Monica. To właśnie tu kręcono pierwsze odcinki popularnego serialu "Słoneczny patrol". Niestety - nie  mieliśmy szczęścia. Produkcję serialu przeniesiono na Hawaje. Miałem wrażenie,  że wraz z aktorami zabrano z plaż także wszystkie ładne (zgrabne) dziewczyny.

Nie pozostało nic innego, jak tylko wrócić do miasta w poszukiwaniu  Hollywood i słynnego chodnika z gwiazdami. Napis na wejściu do jednego z centrów handlowych poprawił nam humory. Znaleźliśmy ! Cel wycieczki osiągnięty. Czas także nienajgorszy. Pozostało go jeszcze dość, by porobić kilka zdjęć i nacieszyć oczy widokami słynnego Hollywood Boulevard. Ale o tym w części dalszej. 

Nie wiem jak inni, ale ja jechałem przede wszystkim dla tego zdjęcia. Być w Los Angeles i nie zobaczyć napisu Hollywood ??!!??!! to tak jakby w Warszawie nie widzieć Pałacu Kultury. Po kolei wszyscy sfotografowaliśmy się ze sławnym napisem. Wymagało to nie lada cierpliwości, by odczekać swoje i zrobić wymarzone zdjęcie.

Cały dzień spędzony w Los Angeles. Zmęczeni, ale zadowoleni możemy wracać do San Diego. Cel zrealizowany. Bogatsi o nowe doświadczenia i całą masę zdjęć, z uśmiechami na twarzach wracamy. Wszak jutro czeka nas kolejna wycieczka.

         
 
wrocHomeDalej